
Zaczęło się niewinnie jak zwykle Marcin rzucił hasło, a ja podjąłem rękawicę już jakoś w czerwcu padła propozycja uczestnictwa w zawodach triathlonowych w Malborku. Tylko tym razem na dystansie ½ Iron-Mana . Był dystans 1/8 Iron Mana w Skierniewicach, po roku był dystans ¼ Iron Mana w Malborku no cóż trzeba zawalczyć na dystansie ½ Iron Mana.
Do przepłynięcia 1900 m , na rowerze do pokonania 90km i do przebiegnięcia dystans 21,095 km.
Oczywiście od zapisów jak zwykle wielkie plany na trenowanie pływania, roweru i biegania. Ale jak to życie zweryfikowało bieganie było regularne i całkiem mocne, rower też się przytrafiał a z pływaniem …. ? Pływanie przyszło w ostatnich trzech, czterech tygodniach jak już się pojawiły obawy o pokonanie tego dystansu w wodzie. W końcu przyszedł czas startu, według regulaminu musieliśmy pojawić się w strefie zmian już w sobotę maksymalnie do godziny 20. Sprzęt do pływania przygotowany i sprawdzony, rowery przygotowane, zaopatrzeni w izotoniki i żele energetyczne, można ruszać do Malborka.
Do zawodów z LIDER WINNICA przystąpiliśmy we dwóch Marcin Banaszkiewicz, to już kolejna jego przygoda z ½ dystansu TRI i Mariusz Kucharczyk, debiut na tym dystansie.
Zawody TRIATHLONOE w Malborku odbywają się pod hasłem: „ŻELAZO NIE KLĘKA”

W sobotę dojeżdżając, już na obrzeżach Malborka doświadczyliśmy sporych opadów deszczu, na parkingu przy strefie zmian to już to nie był opad, ale wręcz ulewa. Nawet nie chciało się wychodzić z samochodu żeby zaprowadzić rowery do strefy zmian. W sumie to na taką ewentualność byliśmy gotowi: pianki, czepki, klapki – w stroju iście startowym do pływania opuściliśmy auto i z rowerami pomaszerowaliśmy do strefy zmian. Wzbudziliśmy pewne zainteresowanie, że już teraz jesteśmy gotowi do startu, ale przynajmniej ubrania zostały suche. Rowery zostawione w strefie zmian, warto wspomnieć żeby przejść przez „bramkę” konieczne jest założenie i zapięcia kasku. Co zabawne można po przejściu bramki ten kask zdjąć i przekazać kolejnej osobie na wejściu – ot taki trochę śmieszny przepis, ale nawet w taką ulewę był egzekwowany.
Niedziela 7 września poranek, szybkie lekkie, ale energetyczne śniadanie i udajemy się ponownie do strefy zmian żeby sobie przygotować sprzęt i coś do uzupełnienia kalorii. Na całe szczęście od północy już przestało padać, a rano się wypogodziło. Przy takim krzątaniu czas szybko mijał, a o 9:00 rozpoczynają się zawody dla dystansu 1/2 . Do punktu startu pływania docieramy praktycznie już przed samą odprawą, nawet nie mieliśmy okazji wejść do wody żeby się trochę rozpływać i złapać temperaturę wody.
Odliczanie i rozpoczęło się z głośników wybrzmiewała pieśń BOGURODZICA i przy tych dźwiękach rozpoczęły się zawody.
Do wody zawodnicy byli wypuszczani czwórkami, ustawiliśmy się praktycznie na końcu, nasza kolej i wbiegamy do wody. Pływanie w piance dawało fajny komfort termiczny, a i wyporność się poprawiła. Do pokonania były dwie pętle w rzece oznaczone bojkami. Dzięki temu, że wchodziliśmy pod koniec to miałem dość dużo swobody do płynięcia tylko od czasu do czasu dochodziło do jakiegoś zahaczenia o czyjąś nogę. Spokoju nie było tylko jak liderzy zaczęli wyprzedzać – tu nie było przepuść. Równe tempo, bez podpalania się aby pokonać ten dystans i żeby ratownicy nie chcieli przerwać zabawy. Ostania nawrotka i już widać dwie pomarańczowe bojki przez które trzeba przepłyną i wyjście z wody. Uff.. pływanie zaliczone, nawet nie było tak źle. Teraz do strefy zmian i na rower.

Jeszcze kęs naleśnika z kremem orzechowym i jazda na trasę rowerową. Wszystkie prognozy przepowiadały, że ma nie być wiatru, a tu niespodzianka wieje i to całkiem solidnie. Do pokonania dwie pętle na lokalnych drogach także z wiatrem raz zmagaliśmy się pod, a raz był naszym sprzymierzeńcem. Rower to już fajna zabawa bo tu można było pokręcić i postarać się coś tam nadrobić czasu z pływania. Dzięki pętlom praktycznie cały czas byli zawodnicy do „łykania”, ale też po pojawiali się tacy co nawet nie próbowałem złapać ich prędkości – oj pociskali ładnie i to dziewczyny i panowie rowery z tarczami w kołach to tylko świstały na mijaniu lub przy wyprzedzaniu. Niestety nie udało mi się ani razu wyhaczyć Marcina na trasie. Organizatorzy zadbali nawet o punkty nawadniania można było złapać wodę lub izotonik podczas jazdy – super sprawa. Łatwo nie było noga trochę dostała, boli trochę tyłek i plecy, ale 90 km pokonane. Czas na bieg. Kolejna wizyta w strefie zmian oczywiście z zachowaniem zasad: zatrzymanie roweru i zejście z niego przed wyznaczoną linią, kask można dopiero rozpiąć przy swoim stanowisku po odwieszeniu roweru.

Szybkie uzupełnienie płynów zmiana obuwia i w drogę, na ścieżkę biegową. Trasa biegowa wyznaczona wzdłuż rzeki start przy zamku i do pokonania trzy 7 km pętle – płasko równo z dwoma punktami nawadniania. Tu już była nas taka mieszanka, że nie wiadomo które kółko kto kręci przed pierwszą nawrotką dojrzałem w końcu znajoma twarz, tak to Marcin. Ładnie poszedł był ok 2-3 km przede mną. Jednak pływanie i rower dały o sobie znać, nogi jakoś tak nie chciały pracować jak zwykle na treningach, prędkość biegu też poniżej oczekiwać, ale to nic teraz to najważniejsze ukończyć to. Dzięki pętlom jakoś tak nie dłużył się bieg i po trzech okrążeniach końcówka uwieńczona jest wbiegiem na dziedziniec zamkowy gdzie jest zlokalizowana meta. Sama końcówka to trochę przełaju trochę bruku, ale już słychać spikera już tuż tuż, jest meta, uff.
Bieg ukończyłem, pływanie i rower też – udało się ½ triathlonu pokonana jest zmęczenia, ale i radość. Zakładałem żeby złamać 5:30 minut a tu jest wynik 5:24:51 minuty ! Marcin oczywiście pokonał dystans w mega czasie 5:13: ?? minut. Gratulacje!
Nie klękliśmy, robota zrobiona!


















Serdecznie podziękowania dla naszych partnerów, dzięki którym możemy realizować nasze sportowe zmagania:

