
27 lipca 2025r. po raz 11 na starcie Ultramaratonu Powstańca we Wieliszewie stanęli biegacze, aby pokonać indywidualnie lub w sztafetach trasę 63 km oddając hołd bohaterom Powstania Warszawskiego. Uczestnicy pokonali szlak „kuriera powstańczego” zaliczając historyczne punkty Polski Walczącej.
Kiedy w sobotni wieczór liczna reprezentacja klubu Lider Winnica uczestniczyła w Biegu Powstania Warszawskiego w Warszawie, ja po raz piąty szykowałam się do wyzwania jakim jest Ultramaraton.
Nadeszła niedziela. Pobudka o świcie, sprawdzenie ekwipunku, przyjazd do Wieliszewa, oddanie depozytu. Start biegu co roku poprzedza uroczyste otwarcie z przemowami, podniesieniem Flagi Polski, wspólnym odśpiewaniem Mazurka Dąbrowskiego i minutą ciszy dla uczczenia poległych bohaterów. Za każdym razem łza się w oku kręci i gęsia skórka pojawia się na ciele z poczuciem wdzięczności za bycie częścią Narodu Polskiego.
Po oficjalnym otwarciu, o 6:30 następuje start honorowy z flagami Polski w rękach, wśród wyjących syren, dymu z rac w kolorze biało-czerwonym i skandowaniem „Cześć i chwała bohaterom!”. Po ok 800 m, oddaniu flag, zaczyna się wyścig – niezwykły.


Przed nami 63 km w hołdzie za każdy dzień Powstania Warszawskiego. Jest duszno, zapowiada się, że będzie padać. Biegnę. Na trasie trzeba zaliczyć 14 punktów kontrolnych, które są odbijane przez żołnierzy na specjalnej karcie. Trasa nie jest łatwa, bardzo urozmaicona. Większa część po lesie, dużo błota, piasku, konarów, trawy, trochę asfaltu, niełatwe podbiegi i zbiegi. Jest moment, gdzie biegnie się ciemnym tunelem, niczym powstańcy w kanałach. Trzeba być czujnym i skupionym, aby nie pozwolić zmęczonemu ciału na wypadek. Trudność trasy rekompensuje jej malowniczość oraz organizacja przedsięwzięcia. Co kilka kilometrów są punkty odżywcze, gdzie mieszkańcy gminy Wieliszew witają z uśmiechem, muzyką, skandowaniem, dobrym słowem i pysznymi smakołykami. Są ciasta, owoce, domowe lemoniady i izotoniki, cola, lody a nawet piwo i nalewki z procentami. Fantastyczny serwis na trasie pozwalał na chwilę odpoczynku i szybką regenerację. Można biec dalej z uśmiechem.

Atmosfera wśród zawodników jest niezwykle przyjazna. Zawsze ktoś zapyta czy wszystko w porządku. Jeśli potrzeba wspomogą własnym prowiantem, towarzystwem czy suplementem, który często ratuje nasze samopoczucie, chroni przed bólem i pozwala ukończyć wyzwanie. Nie każdy biegnie dla wyniku. Jedni chcą poczuć jak to jest, ktoś chce poznać granice własnego ciała jeszcze inny ku chwale bohaterom lub z bardzo osobistą intencją. Jednak wszystkich łączy jedno, poznać siłę własnego umysłu. Kiedy ciało odpuszcza, biegniesz „głową”.
W starcie ultra nie zawsze można przewidzieć okoliczności. Mimo miesięcy przygotowań, może się wydarzyć wszystko, od niespodziewanej niedyspozycji fizycznej, przez niesprzyjające warunki atmosferyczne, po zdarzenie na trasie. Długi bieg uczy pokory, słuchania organizmu i rozpoznawanie jego potrzeb. Na sygnały trzeba szybko reagować, aby uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji. Większość trasy człowiek pozostaje sam ze sobą na łonie natury, swoimi myślami i słabościami. Nie zawsze zejdziesz z trasy od razu, kiedy jest źle, trzeba czasami dotrzeć kilka kilometrów do punktu.

Ultramaraton to przede wszystkim emocje. Cały kalejdoskop wrażeń, od lęku, przez żal, złość, po radość i euforię. Jednak każde przesunięcie swoich granic fizycznych i mentalnych daje nieopisaną satysfakcję i dumę. Liczysz najpierw kilometry, potem metry a na koniec minuty. Ostatni punkt kontrolny biegu wymaga wbiegnięcia na wieżę kościoła, gdzie często przy ogromnym zmęczeniu, wypłukaniu elektrolitów, czasem kontuzji okazuje się nie lada wyzwaniem. Do mety jeszcze 2 km, najlepsze minuty biegu, kiedy wiadomo, że już koniec, że dałaś/ dałeś radę. Jest wygrana – ze Sobą, mimo upadków, zwątpienia z dziesiątkami podszeptów, aby się poddać.
W tym roku, przekroczyłam linię mety w deszczu z zaciśniętym gardłem i łzami w oczach z wdzięcznością, że głowa nie odpuściła, kiedy ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie było podium, nie było komitetu powitalnego i nikt na mnie nie czekał. Czekał medal i moje Ja, że wyzwanie ukończyłam mimo wszystko.


W biegach ultra jak w życiu. Nie zawsze masz wsparcie z zewnątrz, często samotnie trzeba się zmierzyć z trudnymi warunkami i kreatywnie korygować proces. Jest przeżyciem samym w sobie. Każdy inaczej odbiera. Jednak warto, ponieważ jest to ogromny sprawdzian osobowości, siły umysłu, wytrzymałości i ducha walki. Nie zawsze liczy się wynik, ale zawsze liczysz się Ty droga Biegaczko i Biegaczu. Niczym bohaterowie Powstania Warszawskiego pokonując przeciwności stajesz się niezłomna/niezłomny.
Cześć i chwała Bohaterom!
PS: Już dziś nie mogę się doczekać kolejnego startu w Ultramaratonie Powstańca we Wieliszewie. Może i Ty drogi Czytelniku – Biegaczu podejmiesz się wyzwania?
Autor: Agnieszka Gozdan
Foto: Agnieszka Gozdan, Marta Truszkowska
Serdecznie podziękowania dla naszych partnerów, dzięki którym możemy realizować nasze sportowe zmagania:


Agnieszka,
dla mnie zawsze byłaś, jesteś i będziesz wygrana. Piękny bieg, w szczytnym celu i wzruszający artykuł. Może za rok nie pobiegnę, ale chętnie będę kibicować po drodze.
szczerze podziwiam ❤️