. . .
Odsłon: 16

Budzik 5:30, leniwie zwlekam się z łóżka i zakładam dresy. Jem śniadanko pełne węgli, pakuję torby z rzeczami do biegania, odbieram telefon od Banana, żeby poinstruować go jak trafić do mnie. Jak zawsze Marcin punktualny, wsiadam do samochodu i jedziemy po Artura. Szwagier wskakuje do samochodu i jesteśmy w komplecie. Tak właśnie zaczął się dla mnie niedzielny poranek 4 grudnia i akcja IV Półmaratonu Mikołajkowego.

Podróż była trudna, większość trasy pokryta lodem i śniegiem. Im bliżej Mikołajek tym zima większa, więcej śniegu i lodu. Dobrze, że Marcin to rozsądny i doświadczony kierowca, więc dotarliśmy bezpiecznie na miejsce. Po wyjściu z samochodu wiedzieliśmy co nas czeka… lód również na trasie.

Kierujemy się do biura zawodów, sprawny odbiór pakietów. Przebieramy się na trybunach hali sportowej, ostatnie konsultacje i konfigurowanie stroju. Marcin wyciąga asa z rękawa i zakłada na buty kolce, na rozgrzewce okazuje się, że to świetny ruch, bo jako jedyny z nas nie ma uślizgu. Krótki bieg na rozruszanie, zbijamy żółwie i ustawiamy się na linie startu

Przed biegiem każdy miał inne założenia. Marcin założył czas poniżej 1:30 i miejsce w pierwszej dwudziestce. Ja jestem na etapie budowania formy, a nie lubię zbyt często jej sprawdzać, więc postanowiłem pobiec z Arturem. Artur jest w czasie wprowadzenia do treningów, więc też nie miał założonego szaleństwa.

Ruszamy o 11:30, początkowo trasa biegnie przez miasto, następnie ruszamy drogą do Parku Krajobrazowego Mikołajki. Widoki są fantastyczne, słonecznie i wszystko pięknie pokryte śniegiem. Jest radość z biegu, ale każdy krok stawiam ostrożnie, szukam stabilnych miejsc.

Wśród biegaczy pełno ludzi przebranych za Mikołajów, był nawet bałwan i śnieżynki. Trasa była agrafką z dwoma nawrotami, więc kilka razy mijaliśmy Marcina. Widziałem, że plan idzie Liderowi jak należy. Marcin od początku w pierwszej dwudziestce, wygląda też bardzo dobrze.

Artur obok mnie biegnie bardzo pewnie i czuję, że sporo szybciej niż zakładał przed. Ja jestem w strefie komfortu, a noga podaje jak chce. Samą końcówkę widziałem, że Artur przyspieszył, więc postanawiam go podpuścić. Wyprzedzam go i przyspieszam, Artur się nie poddaje i cały czas tuż przy mnie. Wpadamy na metę i okazuje się, że Artur wybiegał życiówkę.

Znajdujemy Marcina, który jest bardzo zadowolony z biegu, bo czas i miejsce z założenia. Ponadto rezultat utwierdziło go w przekonaniu, że trening zmierza w dobry kierunku. Na tablicy wyników okazało się, że Banan otarł się o podium kategorii wiekowej i stracił tylko 32 sekundy do podium…

Po biegu trafiliśmy do stołówki, gdzie odbywała się istna uczta. Do wyboru było kilka konkretnych dań, słodkości, owoców i gorących napojów. Panie w obsłudze bardzo uprzejme, a my dostajemy ciągle polecenia i zaproszenia na kolejne biegi. Szybki prysznic i ekipa wraca do domu. Każdy z uśmiechnięty, spełniony i pełen motywacji na najbliższy czas.

Pozdrawiam Daniel Dudek Chip RR Sikorski

Wyniki Lidera:

  • Marcin Banaszkiewicz 17/4 M30 1:29:35
  • Daniel Sikorski 87/12 M20 1:46:19
  • Artur Kopka 89/13 M20 1:46:33 (rekord życiowy)

Link do zdjęć Lidera

Link do relacji zdjęciowej organizatora

Link do wyników

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *