Artur Kopka i Marcin Banaszkiewicz (i przez jeden dzień Oskar Sajnóg) po raz kolejny wzięli udział w wakacyjnej wyprawie rowerowej. Przez 4 dni (3-6 sierpnia) pokonali łącznie prawie 700 km. Wyruszyli z Winnicy, jadąc przez Podlasie, Warmię i Mazury zakończyli wyprawę na molo w Sopocie. Zapraszamy do przeczytania ich relacji:

Pierwszy dzień i 230 km nakręcone. Piesze spacery z rowerem, przez które, straciliśmy ok. 2 godziny, nie zabiły w nas ducha, bo przygoda to przygoda. Ujrzeliśmy Puszczę Białą o wschodzie słońca z piękną rosą na polach. Województwo Podlaskie piękne i jakże znajome, wszędzie kukurydza łąki i krowy. Mieliśmy zaliczyć Białystok jednak nasza lisia krew ciągnęła nas do lasu i tak, poszliśmy lekko w bok, żeby przejechać cały Biebrzański Park Narodowy, gdzie czekały na nas niezapomniane widoki. I przydało się dużo cienia w tą upalną pogodę. Po wspomnianych 230 km noc spędziliśmy w Agroturystyce „Domek przy Górach Majowych” w miejscowości Goniądz. Wspaniali gospodarze powitali nas tradycyjnym podlaskim „Duchem Puszczy”. Gorąco pozdrawiamy i polecamy to miejsce.

Drugi dzień jazdy i już prawie 400 km za nami. Niestety podróżujemy już tylko we dwóch. Dziś 1000 m przewyższeń, 1/3 trasy to szutry, może nieco bardziej wymagające, ale za to jaka frajda. Było też ponad 10 km mega dziurawej drogi, która dała nam ostro w kość. Dlatego nasze nadgarstki, dłonie i wszystkie możliwe stawy dostały mocno po tyłkach. Ale mimo wszystkich tych niedogodności, trasa była naprawdę wspaniała, wręcz cudowna. Piękne widoki, przejazd przez rozlewiska Biebrzy oraz Dolinę Rospudy. Do tego, zaliczyliśmy jeszcze mrożoną kawkę na deptaku w Suwałkach i pyszne Kartacze w miejscowości Bania Mazurska, gdzie spędziliśmy noc.

Dzień trzeci naszej rowerowej przygody to… zmiana trasy. Zdecydowaliśmy się jechać wzdłuż granicy z Rosją z finałem w okolicy Braniewa. Ruszyliśmy z Bań Mazurskich przez Węgorzewo, Kętrzyn, Bartoszyce, Pieniężno kończąc w Czosnowie. Łącznie dało to nam 175 km i ponad 1100 m przewyższeń. Plan był ambitniejszy, niestety pogoda, to znaczy bardzo wysoka temperatura, przekreśliły nasze zamiary, nie pomogło nawet przyjmowanie ogromnej ilości płynów. Pomimo zmęczenia, bardzo zadowoleni i już nie możemy doczekać się kolejnego dnia.

Ostatni dzień i 135 km. Wydawało by się nie wiele, ale pomimo to dostaliśmy w kość. Rano szutry i leśne wspinaczki, a potem trochę fajnego kręcenia. Na końcu tłumy ludzi i przejazd przez Trójmiasto. Bardzo fajny dzień, taki na luzie. Szkoda, że to już koniec.

Podsumowując to były piękne 4 dni, które mimo, że dały nam ostro w kość to na pewno zapamiętamy je długo i to oczywiście pozytywnie.

Trip 2022 przechodzi do historii, a przed nami kłaniają się kolejne marzenia do zrealizowania. Plany są, za rok ruszamy… A gdzie? No właśnie tego dowiecie się za rok.

Nasze motto to: „Ćpaj sport, wciągaj ścieżki” oczywiście te rowerowe.

Ze sportowym pozdrowieniem Artur i Marcin.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.