24 października 2021 r ekipa Lidera Winnica wzięła udział w XIX Biegu Niepodległości w Serocku. Nasz Klub Biegacza reprezentowało 5 biegaczy. Dariusz Jakubowski, Paweł Karasiewicz, Mariusz Kucharczyk i Jacek Bryśkiewicz biegli na 10 km natomiast na dystansie 5 km wystartował Piotr Błoński. Nasi zawodnicy pokazali niezłe bieganie i uplasowali się w pierwszej 40-tce biegaczy. Trasa biegu jak co roku jest trudna technicznie ponieważ trzeba pokonać dwa razy bardzo długi ciężki podbieg. Najszybszym Lisem był Dariusz Jakubowski , który z czasem 42:29 zajął 31 miejsce. Dariusz wraca po okresie roztrenowania, dlatego wynik nie był na miarę jego maksymalnych możliwości. Następnie na metę wbiegł Paweł Karasiewicz z wynikiem 43:50 co pozwoliło zająć 3 miejsce w kat. wiekowej oraz zdobycie statuetki. Paweł po dłuższym okresie absencji wraca do szybszego biegania i takie wyróżnienie na pewno doda jeszcze większej motywacji do treningu.  

Kolejni biegacze na mecie to Mariusz Kucharczyk i Jacek Bryśkiewicz. Mariusz w tym roku zgarnia wszystko co mu los przynosi. Zatem zdobył dobre wyniki na 5 i 10 km, zaliczył debiuty w półmaratonie i Maratonie, ale niedawno także został Ultra maratończykiem. Jacek Bryśkiewicz biegł jako zając do zdobycia dobrego wyniku dla Mariusza, który wybiegał rekord życiowy z czasem 44 min. Na dystansie 5 km wystartował Piotr Błoński, który debiutuje w barwach Lidera Winnica, jego wyniki to 28:48. Gratulujemy.

Wyniki 10 km ->kliknij aby obejrzeć
Wyniki 5 km ->kliknij aby obejrzeć 

Galeria z biegu->kliknij aby obejrzeć

Krótka relacja i wrażenia z biegu Mariusza Kucharczyka:

Parę słów do ostatniego startu w Serocku. Decyzja zapadła jakoś tak w miarę spontanicznie. Nie zakładałem nic wielkiego raczej tak sobie przebiec może poprawić delikatnie czas ze startu wiosennego też w Serocku. Takie były moje założenia 😊.

Oczywiście jak Jaco dowiedział się że się zapisałem stwierdził że nie ma co i pobiegnę życiówkę. Potraktowałem to z dystansem i humorem, ale jak Jacek na coś się uprze to ciężko jest go od tego odwieźć. I tak mi w głowie mieszał że w końcu przystałem na to, że będę biegł tak jak On będzie dyktował warunki (oczywiście w oparciu o moje możliwości) – miał być moim „zajączkiem”.

Okazało się że na starcie będzie nas pięciu lisów: Jacek, Darek, Paweł, ja oraz Piotr na 5km.

Niedziela 24 październik, już sama rozgrzewka trochę bardziej wymagająca, a jeszcze rozpoznanie trasy delikatnie podcina skrzydła, długi podbieg i całkiem stromy, a to będą dwa okrążenia czyli to samo dwa razy.

Godzina 12:15 jesteśmy rozgrzani na starcie – odliczanie i start. Początek długi zbieg i tu pierwsze zaskoczenie mam się trzymać cały czas przy Jacku, a tempo jak dla mnie na początku bardzo szybkie, ale od razu uwaga, że to tylko tak ze zbiegu za chwilę uspokojenie i biegniemy swoje. Co powiedział tak zrobił, czułem, że to nie moje tempo, że za szybko, ale ciągła motywacja i tak naprawdę kontrola nad tym jaki krok jaki oddech, byłem totalnie zaskoczony jak On to robi – postanowiłem, że nawet nie będę kontrolował tempa żeby się nie przerażać, a tu za chwilę słyszę nie patrz na zegarek ja pilnuje czasu tylko biegnij. Pierwsze trzy kilometry minęły całkiem spokojnie, płynnie i zaczął się ten długi podbieg oczywiście korekta tempa delikatnie zwolniliśmy i poszło jesteśmy na górze – zwykle po takim podbiegu musze zwolnić żeby złapać powietrza i tak miało być, ale to nasze zwolnienie to było tylko chwilowe i bardzo delikatne – cóż jeszcze jest siła biegnę. Pękło pierwsze okrążenie 5 km, słyszę że mamy bardzo dobry czas tylko tak musimy utrzymać tempo. Jak na początku długi zbieg i zaczynamy na tym zbiegu wykorzystywać grawitację – pociskamy swobodnie, wyluzowanie. Biegniemy kolejne metry i słyszę od Jacka zobacz łykamy zawodnika za zawodnikiem, niestety ja już nawet nie starałem się odpowiadać żeby nie tracić oddechu. Gdzieś tak od 6-7 km dopadł mnie delikatny kryzys i tak naprawdę głowa podpowiada zwolnij, a tu pojawia się głos z boku nie odpuszczamy trzymamy tempo to tylko chwilowa walka z samym sobą – dałem się namówić i starałem się trzymać tempo jakie Jacek wyznaczył. Dobiegliśmy do podbiegu i tu już zaczęła się walka, w głowie myśli zatrzymam się i zrobię choć kilka kroków, a Jacek swoje nie zatrzymujemy się biegniemy już niedaleko zwolnimy, ale biegniemy. Podbieg dłużył się niesamowicie ale w końcu jest szczyt wybiegamy na równą trasę i łapiemy, w sumie to ja łapie oddech. Biegniemy po równym za chwile nawet pojawia się trochę z górki, ale nogi już nie chcą tak pracować – wydaje mi się że robię co mogę, ale to już nie ta świeżość górka zrobiła swoje.

Kilkaset metrów przed metą jeszcze motywacja do jakiegoś finiszu, ale już czuję, że tak naprawdę to jak utrzymam to tempo to będzie dobrze. Jest meta i co, jak założył tak wykonał, ma na myśli plan Jacka – tak mnie holował, tak motywował, że życiówka jest – plan wykonany.

Gratuluję sobie i Jackowi za determinację.

Czego się nauczyłem i co doświadczyłem, że tak naprawdę to możemy więcej niż nam się wydaje – jak to koledzy biegacze powtarzają, głowa jest najważniejsza.

Pozdrawiam,

Mariusz.

Serdecznie podziękowania dla naszych partnerów dzięki, którym możemy realizować nasze sportowe zmagania:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *