W dniu 26.09.2021 r trzech zawodników Lidera Winnica wzięło udział w 43 Maratonie Warszawskim. Marcin Banaszkiewicz– weteran winnickich maratończyków, Dariusz Jakubowski oraz Mariusz Kucharczyk – debiutanci w Maratonie pod barwami Lidera Winnica. To był bardzo dobry występ naszych zawodników. Oto krótkie relacje i wrażenia z Maratonu:

Galeria z Maratonu ->(kliknij aby obejrzeć)

Mariusz Kucharczyk:

 

Maraton okiem debiutanta: początek niby takie nic, ale stojąc w grupie osób startujących pojawiają się pierwsze emocje.
Wybór właściwej grupy, szybkie myśli plan w głowie plan jest pobiec maraton na 3:50h, w karcie zapisałem się na przedział 5 – 6:30h…?
Życzymy sobie z chłopakami powodzenia i lokuję się… no właśnie, gdzie? Szybka decyzja i finalnie staję w grupie planujących przebiec maraton w czasie 3:50 h.
Oczekiwanie na start jakoś tak się zaczyna przeciągać jakby te sekundy zaczęły wolniej chwilowo umykać, dopiero wtedy tak naprawdę zaczyna docierać do mnie że to już za chwilę i startujemy.
W końcu odliczanie i ruszamy, trudno jakoś odnaleźć się na tych pierwszych metrach co chwila zerknięcie na zegarek i myśli za szybko, za szybko. Z myślami natychmiast przychodzą słowa Jacka – oby cię nie poniosło pilnuj czasu.
No cóż pierwsze kilkaset metrów, kilka kilometrów ubiegają w bardzo spokojnym rytmie – ale jakoś tak za szybko i tu własne ego podrzucało myśli: idzie tak fajnie, kilometry ubywają, oddech równy, tętno całkiem spokojne będzie dobrze, tak trzymaj. Rozsądek podpowiadał: ostrzegali, nie daj się ponieść bo później nie będzie z czego już dołożyć. A ego swoje jak wyżej 😉.
Kilometry mijają wraz z kilometrami również punkty z wodą – ale po co ja będę tyle pił przecież na treningach praktycznie w ogóle nie piłem i dawałem radę.
Tak fajnie prowadziłem sobie wewnętrznie dyskusję z samym sobą i wszystko fajnie się układało do 20 kilometra na którym pojawił się dość duży podbieg – zacząłem go oczywiście takim tempem jak poprzednie kilometry ale jakoś tak pod koniec tuż pod szczytem poczułem jak dostają mięśnie ud. Pierwsze myśli zaraz na płaskim rozbiegam i będzie OK. Tak jak zakładałem po 20 km poleciał pierwszy żel energetyczny ale co do rozbiegania ud….? Jakoś się nie udało. Do ud dołączyły się łydki i… zagubienie co się dzieje? dopiero 20 kilometrów to nawet nie połowa – przecież tyle to na treningach pokonywałem bez problemów i to często mocniej, co jest, co się dzieje?
Co chwila kontrola tempa, a tu spada, nogi nie chcą w ogóle pracować, może chwilę podejdę nogi złapią choć trochę świeżości, jest decyzja idę 1 minutę i ruszam dalej z kopyta, tym razem to sekundy upływają znacznie szybciej jak na starcie ale minuta to minuta i ruszam… tylko dalej do zakładanego tempa to mi trochę brakuje…
W głowie myśli po co się tak męczyć, trudno nie chciałem posłuchać doświadczonych kolegów (chylę czoła dla Jacka, Darka, Marcina, Rafała, Marcina i wszystkich tych którzy pomagali w przygotowaniach) to odpuść sobie, po co się męczyć, innym razem, a z drugiej strony jak się tak łatwo poddać, bez walki.
Tak naprawdę kolejne kilometry to próba złapania i znalezienia w sobie jakieś motywacji do dalszego biegu. Co rusz, to się może podłączę do jakieś grupy ale jednak nie wytrzymuję ich tempa, chwila podejścia może 1 minuta a może 200 m i tak co kilka kilometrów.
Kolejne myśli po co dalej się męczyć, trudno może innym razem – przekombinowałem tym razem, i jak tu samemu się nakręcić? Naraz myśl, zaraz to jak nie ukończę tego biegu to nawet będę mógł założyć koszulki z pakietu startowego, którą dostałem – i to był chyba strzał w 10. Oczywiście tempo nie wzr

osło ale motywacji na samo ukończenie wystarczyło.
Od 30 kilometra to już czysta matem

atyka w głowie. Jeszcze tylko 10 km, przecież tyle to się na miękko biegało, będzie dobrze ale za

chwilę po prawka jakie 10km, przecież to maraton to jeszcze 12km , przy 35 km było dokładnie tak samo. Umysł jest niesamowity jak potrafi podpowiadać to co sami chcemy.

40 km przecież to już praktycznie koniec już praktycznie meta ale to jeszcze przecież 2 km i kolejna korekta w głowie 2,2km. Niby tylko 200 metrów a jednak jakoś tak dużo 😉.
Ostatnia prosta ktoś krzyczy że już meta widać bramkę – czerwona pompowana brama… Ostatnia analiza i myślę sobie trudno chociaż niech ta końcówka będzie mocna, ruszam tak jakby maraton się dopiero rozpoczynał i biegnę jak szalony a tu słyszę że to jeszcze nie meta. Meta jest za tym dmuchańcem, przecież ja nie dobiegnę w takim tempie do właściwej mety, emocje opadły, zwolniłem, kilka oddechów i kolejny zryw tym razem założenie do końca aż minie linia mety … udało się pierwszy maraton zaliczony.
Tak przebiegał mniej więcej mój udział w maratonie, co prawda nie osiągnąłem zakładanego czasu ale dopiero udział w maratonie uświadomił mi że samo przebiegnięcie to już jest coś. Na poprawę czasu przyjedzie jeszcze czas, myślę że jeszcze nie jednokrotnie będę miał okazję powalczyć kolejny raz z maratonem. Wiem też że do tego biegu trzeba podchodzić z dużą pokorą i jak to nieraz słyszałem analitycznie, swoje ego należy zostawić na ostatnią ćwiartkę dystansu… 😊
Jeszcze jedno… to co dało mi motywację do ukończenia maratonu mogłem wykonać. Koszulka założona a na pierś medal z ukończenia maratonu.
Z pozdrowieniami, Mariusz

Marcin Banaszkiewicz:

Po kilku latach przerwy, 43 Maraton Warszawski był dla mnie powrotem na królewski dystans. Cel postawiony już kilka tygodni wcześniej to przebiegnięcie całej trasy w komfortowym dla mnie tempie oscylującym w granicach 5 minut co daje 3 godziny i 30 minut na mecie. Sam bieg uważam za udany, pogoda dopisała, kibice super motywowali. Dziękuję kolegom z Lidera za wspólne treningi oraz udział w zawodach. Na horyzoncie zaplanowane kolejne zmagania więc bawimy się dalej. Lisia piona.

 

 

Dariusz Jakubowski

Nie był to pierwszy Maraton w życiu Darka, ale pierwszy w barwach Lidera Winnica i pierwszy tak bardzo ważny. Darek przygotowywał się do Maratonu w Gdańsku. Niestety sytuacja pandemiczna sprawiła, że w 2020 i 2021 roku Maraton został odwoływany. Nasz biegacz nie przerywał treningu i w końcu przyszedł ten dzień kiedy mógł sprawdzić swoją formę. Darek jest zawodnikiem, który jest bardzo ambitny i nieustępliwy. Przed zawodami celował w wyniki 3:20-3:25. Dawało to 4 wynik w historii liderowskich maratonów. Jak się okazało zamiary w głowie Darka były jeszcze mocniejsze bowiem do 30 km biegł bardzo szybko na złamanie 3:17 i osiągnięcie 3 miejsca w naszej klasyfikacji. Darkowi na trasie pomagał nasz Prezes Marcin Kozłowski, który jadąc rowerem wspomagał zarówno wodą i żelami jak i dobrym dopingiem. Wszystko szło łatwo i szybko, aż do 35 km gdzie Dariusza dopadło mocne zmęczenie i skurcze w nogach. Dzięki mocnej psychice Darek zebrał wszystkie pozostałe siły i dowiózł do mety wynik 3:20. Jest to super osiągnięcie ponieważ Darek poprawił swój rekord życiowy, aż o 28 min. Szacunek i ukłony za niesamowity występ.

 

Nasi biegacze udowodnili, że to jeszcze nie koniec maratońskich występów zawodników z Lidera. Trenujemy i chcemy osiągać kolejne rekordy, a także zaliczać Maratony zarówno w Polsce jak i zagranicą. Maraton nie jest łatwą dyscypliną, ale trenując do niego możemy się wiele nauczyć m.in wytrwałości, systematyczności, a także pokory i szacunku do siebie i innych biegaczy. Zawsze polecamy tą formę wypoczynku i zachęcamy do czynnego udziału w zawodach sportowych, które bardzo mobilizują do dalszej pracy. 

Serdecznie podziękowania dla naszych partnerów dzięki, którym możemy realizować nasze sportowe zmagania:

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *