„Once upon a time…” w małym miasteczku o nazwie Pułtusk odbyła się kolejna runda PALK. Tym razem były to pierwsze mecze rundy rewanżowej, która miała potwierdzić faworytów Ligi.

Godzina meczu jak dla niektórych bardzo nieodpowiednia bo to była godzina „0” dla dzieci, które podchodzą do telewizorów stoczyć bitwę z rodzicami o pilot żeby móc obejrzeć swoją ulubioną dobranockę. Być może dlatego na mecz przyszło tylko 6 zawodników Lidera.

W sobotę znowu przyszło nam się zmierzyć z drużyną zza Narwi, czyli Popławami. W pierwszym meczu po ambitnej walce minimalnie Lider przegrał 36 do 40. Tym razem chłopaki chcieli udowodnić, że pierwszy mecz to był mały błąd w sztuce, że dzięki intensywniejszym treningom potrafią wygrać z drużyną, która jest w ich zasięgu.

I kwarta rozpoczęła się od szybko zdobytych punktów dla Lidera. Szara piechota nie mogąc sobie poradzić z żółtymi lisami prosi o czas. Po krótkiej przerwie gra się wyrównuje i ostatecznie po 10 min gry zawodnicy schodzą z parkietu z „wysokim” wynikiem 9 do 7 dla Winnicy.

II kwarta to nadal spokojna gra Lidera. Z dobrej strony pokazują się Paweł Kowalczyk, Marcin Kozłowski, Eryk Brodowski i Tomasz Zawadzki, którzy w sumie zdobywają w tej kwarcie 14 punktów przy tylko 4 punktach dla Popław. Rozsądna, ułożona i spokojna gra pozwoliła Lisom zejść po pierwszej połowie meczu z podniesioną głową. W powietrzu było czuć pot, zmęczenie i nadzieję, że tym razem fatum przegranych minimalnie meczów z innymi drużynami wiszące nad Liderem od jakiegoś czasu zniknie, aby już nigdy nie powrócić.

III kwarta pachnie sensacją. Popławy zmieniają taktykę i od razu można było zobaczyć różnicę na tablicy. Lider nie miał już takiej lekkości i celności jaka była w I i II kwarcie. Dopingowani skromną grupką kibiców z Winnicy chłopaki z zaciśniętymi szczękami jak uścisk Pudziana dzielnie próbują dorównać czoła Popławiakom. Z dobrej strony pokazują się jak zawsze niezawodni: Marcin Kozłowski, Kamil Brodowski i Robert Rutkowski poszukiwani… przez prezesów innych klubów tj. Chicago Bulls, FC Wygwizdowie czy Orlando Magik. III kwarta kończy się wynikiem 15 do 16 dla zawodników zza Narwi.

Na IV kwartę zawodnicy Lidera wchodzą zmęczeni, ale ze świadomością przewagi 11 punktów nad zespołem Popław. Brak zawodników rezerwowych odzwierciedla grę Lisów w ostatniej kwarcie. Zmęczenie i nerwowa sytuacja w drużynie przyczynia się do masakry porównywalnej z masakrą pod Termopilami! Bezradni i opadli ze zmęczenia Lisy przegrywają IV kwartę 3 do 21 i jednocześnie całą bitwę 41 do 48.

Zwycięstwo było w zasięgu ręki. Czego zabrakło? Nie wiem, ale teraz będzie czas na przeanalizowanie i poprawienie swoich niedoskonałości. Tym razem znowu nie udało się wygrać. Mimo lepszej gry z naszej strony szczęście nam nie sprzyja. Znowu gramy jak nigdy, a przegrywamy jak zawsze. Ale trzeba pamiętać, że piłka jest okrągła a kosze są dwa! Dopóki młodzież jest chętna reprezentować naszą „małą ojczyznę”, dopóki nie zabraknie sił w piersiach Lider Winnica będzie grał.

Kiedyś musi przyjść czas gdy będą wytykać nas palcami i mówić, że to ci którzy grają do końca i dzięki uporowi, treningom i wierze zdobyli PUCHAR PALK.

Następny mecz w sobotę 17 grudnia 2011 r. o godz. 17.00 z drużyną Ballers. To już będzie ostatni mecz w tym roku, miejmy nadzieję, że będzie to mecz, który pozwoli powiedzieć że rok 2011 był rokiem udanym! Zachęcam, polecam i zapraszam.

Eryk Brodowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *